Przejdź do głównej zawartości

Zostałam matką

Od trzech tygodni jestem szczęśliwą mamą Lili. Pewnie zastanawiacie się jak to możliwe skoro zażywałam Izotek?



Już jako mała dziewczynka chciałam mieć psa. Jednak u mnie w domu zawsze był kot. Pamiętam, że pierwszy jako jedyny był biały, a już każdy następny po nim rudy. Koty chodzą swoimi ścieżkami, tak samo te moje. Często kończyło się tak, że jeśli nie umarły ze względu na swój wiek czy chorobę, to odchodziły gdzieś. Były one tak oswojone, że z łatwością ktoś inny mógł je przygarnąć. W takich sytuacjach myślałam czy tak faktycznie jest, czy zostały u równie dobrych ludzi.

Pomysł zakupu psa pojawił się nagle, nie planowałam powiększania liczby domowników. W przeciągu niecałego miesiąca podjęłam decyzję i tak oto zrealizowało się moje marzenie z dzieciństwa.



Lili to mój pies, a dokładniej Jack Russell Terier. Ta mała kruszynka jest ze mną już od trzech tygodni. Od tego czasu moje życie uległo zmianie, a szczególnie mój plan dnia. Spędzamy razem praktycznie cały dzień. Pisząc ten wpis Lili leży na moich nogach i śpi. Maluch nie odstępuje mnie na krok. Dzięki niej nauczyłam się zaczynać dzień o kilka godzin wcześniej niż dotychczas. Nie śpię już do 9:00 czy 10:00, a wstaję między 6:30/7:30. Mam wówczas wrażenie, że moja doba jest dłuższa i mogę realizować wszystkie cele.



To dzięki Lili zaczęłam wychodzić ze swoich czterech ścian i spędzać czas na polu. (Jestem z małopolski i wychodzę na POLE ;) ) Część z Was pewnie wie, że psy tej rasy są bardzo żywiołowe i potrzebują dużo ruchu. Nie oznacza to jednak, że mają energię, by wariować cały dzień. Jak wcześniej czytałam, tak też jest z Lili, gdy pies pobiega dużo na polu, wybawi się, to potem jest grzeczny jak aniołek i śpi. W słoneczne, ciepłe dni Lili spędza prawie całą swoją dobę na zewnątrz. Interesuje ją dosłownie wszystko co się rusza, wydaje dźwięk. Szczególnie lubi zrywać truskawki, a ja żeby ją powstrzymać to sama zrywam jej najbardziej czerwone i daję do zjedzenia.



Przez te trzy tygodnie widzę już jak bardzo się zmieniła, jak urosła. Ma o wiele więcej energii do zabawy. Pokonuje coraz dłuższe dystanse, chętniej idzie na spacer, a także zwiększył jej się apetyt. Jeśli chodzi o jej zachowanie to jest bardzo grzeczna. Oczywiście czasem rozrabia, szczeka i chce postawić na swoim. Gdy widzi, że maluję rzęsy to wie, że będę wychodzić z domu. Patrzy wtedy na mnie swoimi błagalnymi oczkami. Mówię jej wtenczas, że wrócę jak najszybciej, ale muszę iść do pracy, czy (jak to było wcześniej) na uczelnię.



Z takich ciekawostek, to Lili po dwóch dniach u mnie w domu nauczyła się wychodzić po schodach. Schodzenie z niższych stopni już prawie nie sprawia problemu. Natomiast z tych wyższych sama nie pozwalam jej schodzić, żeby nie uszkodziła sobie łapek.

Jedyną niezadowoloną z całej sytuacji wydaje się kotka, która ma już ponad rok. Jak na razie są na etapie poznawania się i wzajemnego przerażenia.



Miłego dnia,
Trzymajcie się, M.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty

Czy to już pracoholizm?- moja historia

Kolejny dzień wygląda tak samo, poświęcony tylko pracy, bo przecież nie ma nic poza nią. Każda wolna chwila poświęcona na pracę, niby pod pretekstem bycia na bieżąco ze wszystkim, bycia jak najlepszą.

A może czekoladę?

Czekoladę mogę jeść całymi dniami, o każdej porze dnia i nocy. Im  większa tabliczka tym lepiej :) Jednak ta czekolada nie należy do jadalnych- przynajmniej ja nie próbowałam. Pomimo tego i tak zaliczam ją do kategorii, którą uwielbiam- PALETY CIENI <3

Mam dwadzieścia jeden lat i kocham swoje życie

Tak, to właśnie dzisiaj, dwadzieścia jeden lat temu przyszłam na świat. Tamten czas pamiętam tylko ze wspomnień rodziców, którzy zawsze mówią o powodzi i problemach z dojazdem. To właśnie w ten dzień lubię oglądać zdjęcia z czasu gdy byłam młodsza. Cieszę się, że wtedy wywoływało się cały film i zdjęcia są na papierze, bo ma to swój urok.  * Nie wiem czy też tak macie, ale ja wolę zapisywać swój wiek słownie, bo nie odczuwam tego, ile lat już mam. Dwadzieścia jeden to nie jest jeszcze starość, ale gdy zdam sobie sprawę jak ten czas szybko mija, to nim się obejrzę, to czterdziestka na karku jak nic. * Dla mnie 5 lipca to normalny dzień tygodnia, dzień jak każdy inny. Dlatego od kiedy pracuję to nie biorę wolnego. Zachowuję się jak gdyby nigdy nic i cieszę się z faktu, że o moich urodzinach wie zaledwie kilka osób. Nie wiem jak Wy ale ja wolę kilka szczerych życzeń niż składanych na siłę, bo przecież tak wypada. Gdyby ktoś, kilka tygodni temu, zadał mi pytanie czy jestem zadowolona ze s…